Norwegia na rowerze

Pomysł na kolejną wyprawę do Norwegii powstał zasadniczo zaraz po zakończeniu pierwszej. Piękna przyroda i radość z rozbijania się  namiotem zasadniczo wszędzie gdzie to było możliwe ( byle w odległości powyżej 150 metrów od zabudowań) skutecznie zachęcały do kolejnych odwiedzin.

Postanowiłem że tym razem pojadę rowerem na dłużej. Na początku września 2015 wsiadałem do samolotu Wizzair i wylądowałem w Trondheim w środkowej Norwegii.

Planowana trasa wiodła własnie z Trondheim do Bergen skąd wracałem do Warszawy.

cała trasa

Tyle google maps, który umożliwił mi wyznaczenie trasy z pominięciem tuneli do których zasadniczo nie wolno wjeżdżać rowerzystom. Oczywiście miałem tez zwykłą mapę i na niej nawigowałem już dokładniej. I o ile na początku trasy z googla maps i z wersji papierowej pokrywały się w 100% to   później dość istotnie się rozjechały.

Słówko jeszcze o tunelach – absolutnie nie planujcie nimi jechać. Niektóre są naprawdę długie a  brak wentylacji może sprawić dość przykrą niespodziankę. Co bardzo istotne auta wjeżdżając do tuneli wiedzą, że nie będą miały żadnych skrzyżowań i jadą tam bardzo pewnie i szybko, więc rowerzysta ich bardzo zaskakuje. Tuż przed Bergen miałem 1,1 km tunelu, którego nie mogłem objechać – musiałem nim przejechać. I mimo że w tunelu był dopuszczony ruch rowerowy a przed wjazdem stał znak ostrzegający przed rowerzystami w tunelu to z duszą na ramieniu wjechałem pomiędzy sznur tirów pędzących rozpędzonych trasą E39.DSC_9144

Poza tym NORWEGIA TO RAJ DLA ROWERZYSTÓW. Naprawdę jestem w szoku jak kierowcy mogą jeździć bezpiecznie dla użytkowników dwóch kółek. Nawet po głównych trasach gdzie nie ma bardzo popularnych tras/scieżek pieszo-rowerowych jedzie się przyjemnie i bezpiecznie. Naprawdę polecam – ale na tunele trzeba uważać aby nie być zmuszonym się wycofywać.

Dzień pierwszy

Z niejaką obawą odebrałem na lotnisku w Trondheim mój rower zapakowany w pokrowiec z decathlonu. Na szczęście wszystko było w porządku i mogłem ruszyć w trasę.  Wtedy jeszcze miałem energię w power banku więc trasa jest poniżej.

maps day 1

Jak widać lotnisko jest oddalone od samego miasta o około 30 km więc należy to wziąć pod uwagę przy układaniu trasy. Pedałowanie zaczęło się od ….   marszu pod górę gdyż na samym  początku trasy mamy dość ostre wzniesienie. Cała trasa generalizując składała się z górek i dolin. Przez pierwsze trzy dni te wzniesienia są stosunkowo niewielkie, nawet z dużym bagażem  mogę pod nie podjeżdżać – później nie będzie to już możliwe. Chociaż lekką kolarzówką na pewno byłoby to wykonalne 🙂DSC_8072

DSC_8075

Pewne trudności miałem przy wyjeździe z samego Trondenheim. Wyjazd to autostrada. Oczywiście ruch rowerów jest niedopuszczalny. Trochę czasu straciłem zanim znalazłem trasę  jak wyjechać w interesującym mnie kierunku jednocześnie nie oddalając się zbytnio od autostrady.  Kluczem tu stały się nieznane w Polsce trasy/ ścieżki pieszo rowerowe. Wyasfaltowane o szerokości ok 3-4 metrów trasy, które są praktycznie w wszystkich miejscowościach i ogromnie ułatwiają przemieszczanie się pieszym i rowerzystom.

Przed poniższym  wjazdem stało auto, którego kierowca widząc że chcę zrobić zdjęcie kulturalnie odjechał. Dziękuje!

DSC_8089

Pierwszy nocleg zrobiłem nad rzeką. Po 80 km miałem dosyć 🙂

Sam obrazek rankiem przywołał wspomnienia z Hondurasu…

DSC_8099

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *