Norwegia – deszczowe początki.

Do Norwegi pojechać chciałem już od dłuższego czasu. Widząc zdjęcia obecne które można znaleźć w internecie trudno pozbyć się uczucia zazdrości widząc TAAAAKIE  piękne miejscówki.  Przy pierwszej na darzącej się okazji kupiłem bilety do Stavanger, namawiając do tego też Daniela.

DSC_2868

Prawda że wspaniałe? To teraz trochę szczegółów dlaczego nie jest łatwo zrobić takie zdjęcia…

Samolot mieliśmy z Katowic. Na Śląsk dostajemy się polskim busem. Potem pierwsze schody – dojazd na lotnisko. Albo płacimy prawie 30 zł za busa jadącego bezpośrednio do Pyrzowic albo kombinujemy z przesiadkami i komunikacją miejską. Nam się nie udało – okazało się że komunikacja miejska w sobotę zapewnia bardzo kiepski dojazd do Aeropuerto. Po ponad godzinie łapania stopa  …  skończyło się na taxi z Bytomia na lotnisko za 30 zl od osoby 🙁 .

Na lotnisku okazało się że nasze dwa plecaki wyładowane wałówką na tydzień czasu przekraczają grubo maksymalna wagę bagażu rejestrowanego czyli  32 kg. Po przepakowaniu kilka chwil później i sporo nerwów uzyskujemy 31700 g. Super. Jednak  pan po prześwietleniu bagażu stwierdza, że w środku mamy kartusze z gazem ( zupełnie słusznie )  i tracimy kolejne minuty ( już po zamknięciu check-in) na ich usunięcie.  Z bajką  że grożą wybuchem w luku samolotowym nie chce mi się dyskutować, co więcej już w Norwegi poznajemy grupę Polaków którzy przylecieli tym samym lotem i im kartusze przeszły kontrolę.   Oczywiście też nie wybuchły w czasie lotu…

Ale jesteśmy już w Norwegii gdzie w odróżnieniu od Polski leje deszcz 😉 Trochę niepotrzebnie kombinując jedziemy do Stavanger linią nr 7 – za 34 koron ( można było numerem 9 spod lotniska). I wiele nie myśląc zgodnie z planem wsiadamy na prom do Tau ( 48 koron od osoby). Gwoli wyjaśnienia lotnisko w Stavanger znajduje się w miejscowości Sola – skąd do samego Stavanger jest ok 15 km.

Tam wreszcie chwila zastanowienia – nie mamy kartuszy z gazem. Nie ma sensu bez nich wyruszać w góry. Co więcej w niedzielę sklep sportowy gdzie na pewno możemy je kupić jest zamknięty.  Sytuacja trochę patowa – na pocieszenie na nocleg rozbijamy się na górce nad miasteczkiem z pięknym widokiem ( na razie zasnutym chmurami i deszczem) na zatokę.

Rano ukazuje nam się za to taki obrazek z pochodzącym do przystani promem:

DSC_1989

i widok z naszym namiotem:

DSC_1984

Ogólnie strasznie sielsko 😉 Decyzja jest możliwa w zasadzie tylko jedna – idziemy sprawdzić co ciekawego jest wokół miasteczka.

 Tak trafiamy na uroczym kawałku wybrzeża na  latarnię:

DSC_2032  DSC_2061

i na górującym od południowo-zachodniej strony nad miasteczkiem Taurafjellet z widokiem na miasteczko i w oddali platformę wiertniczą.

DSC_2085

 DSC_2080

Niedaleko wzgórza nocujemy. Zmęczeni całodziennym chodzeniem i brakiem ciepłego jedzenie rozpalamy ognisko. Ciepłe papu zdecydowanie poprawia humor. Oczywiście nie polecam tego – oficjalnie w Norwegi od 16 kwietnia nie wolno rozpalać ognisk w terenie leśnym. Nie wiem jak jest definiowany teren leśny 😉 ale na suchej skale trudno znaleźć coś  z czego można by rozpalić ognisko.

DSC_2113

Budzimy się w strumieniach deszczu oblewających nasz namiot i … będzie on  nam towarzyszył przez najbliższe dwa dni 😛

One thought on “Norwegia – deszczowe początki.

  1. Podróż z przygodami prawdziwymi! 🙂 Różne ekscesy czasami wychodza podczas podróżowania ale takie widoki jak na zdjęciach sa warte zachodu 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *